Jan Nowicki - aktor i pisarz. Sam o sobie mówi - "były aktor". Zagrał w ponad 240 filmach, a najbliższe jego sercu, to : "Niepochowany", "Wielki Szu", "Magnat", "Spirala" i "Sanatorium pod Klepsydrą".

Przez ponad 30 lat jego teatralną kolebką był Stary Teatr w Krakowie, gdzie zagrał dziesiątki ról, a kreacje Stawrogina w "Biesach", Rogożyna w "Natalii Filipownej" Artura w " Tangu", Księcia Konstantego w "Nocy Listopadowej" przeszły do historii teatru polskiego. Dla niego samego właśnie te role, pozwalają mu dzisiaj przyznać się z odsłoniętą przyłbicą, że słusznie poświęcił czas, aby uprawiać zawód aktora, choć do końca nie jest przekonany, czy powinienem to robić. Jest autorem kilku książek:m.in. "Między niebem a ziemią" " Droga do domu" wespół z Rafałem Wojasińskim", "Mężczyzna i one" , " Białe Walce", "Dwaj Panowie" i ostatniej " Piosenki, czasem wiersze" Autor wierszy, tekstów piosenek, kolęd i felietonów. Głównym "daniem" w pisarstwie Jana Nowickiego jest przemijanie, które nieuchronnie wiąże się ze starością i to, że te dwa fakty zbliżają się do momentu absolutnie szczególnego - śmierci.

Tekst: Anna Kondratowicz

 

Przedstawiamy Państwu również recenzję Agaty Orłowskiej, która pojawiła się w Magazynie Kulturalnym "Projektor".

Jan Nowicki „Piosenki, czasem wiersze”
Jan Nowicki dał się poznać. Dał się poznać inaczej. Nie tylko poprzez ikonę, którą stał się w polskim filmie i teatrze. Nie tylko jako pedagog, piewca sztuki epistolarnej czy błyskotliwy twórca felietonu. Nie tylko jako pisarz. Jesienią tego roku podzielił się również swym najintymniejszym ze światów - poezją.

„Piosenki, czasem wiersze” jeszcze przed otwarciem witają nas w sposób zmysłowy. Miękka w dotyku, kobaltowa okładka, a za nią słowo w objęciach obrazu i rytmu, ukazujące spójność czucia i użytej formy. Nie sposób pominąć śpiewu autora z Sylwią Nadgrodkiewicz przy akompaniamencie Włodka Kiniorskiego na dołączonej płycie.

Melodia wierszy, piosenek, nieraz prozy, grana jest tu konsekwentnie na cztery nuty, może pięć. Każda z nich przedzielona jest refleksyjnym wspomnieniem, czasem pejzażem zawiązującym kontekst, niejako o dwóch porządkach - horyzontalnym i wertykalnym. Pierwszy związany jest z pojęciem drogi, ścieżek życia, przemierzanych przez każdego od początku do umownego końca. Drugi porządek, dyktowany wyższą koniecznością, wydaje się być poniekąd kontynuacją pierwszego, gdy tamten dobiega kresu („Przychodzimy. Odchodzimy”). I to on, zdaje się, wyznacza nutom tonację.

Jest w niej miejsce na przyjaźń. Ale taką, która porównując się z miłością, wydaje się być od niej lepsza - mniej zachłanna, bo składająca się z pełnych akceptacji ciszy i rozstań („Przyjacielowi”). Nawet gdy mowa o tym ostatecznym, które, wydawać by się mogło, jedynie przenosi ją do świata poza czasem „Tą ulicą zawsze już Pan będzie szedł". Domyślamy się o kogo chodzi. Twórca „Piwnicy pod Baranami”, Piotr Skrzynecki, to niemy bohater pierwszych czterech piosenek i wierszy.

Druga nuta, a wraz z nią kolejnych kilka utworów, wybrzmiewa bieżącym tętnem świata. Znajdziemy w niej echo dzisiejszych problemów („Dzieci uchodźców”), zdystansowaną tęsknotę za wartościami i ideami, za zwykłą ludzką otwartością („Świecie nasz”), która nierzadko w odniesieniu do najbliższych okazuje się wyzwaniem najwyższej próby. „Dwa milczenia” oraz „Ojciec i syn” to nie tylko wyznania miłosne, ale również przejmująca opowieść o trudach ojcostwa-synostwa, a może nawet próba ich zadośćuczynienia?

Czwarta nuta opowiada o miłości. Spełnionej, która przywraca do życia, do namiętności, w której tak pięknie „Jesteśmy”, do najprostszych codziennych zachwytów. Która potrafi ocieplić reguły rzeczy. Która - na początku przynajmniej - nie dopuszcza myśli o kresie. Myśl ta ponownie wybrzmiewa w ostatniej części tomiku. W pożegnaniu starca, gołębia, wilka… Zbyszka Wodeckiego i „Ostatniej prośbie”, w „Przemijaniu”, którego szczęściem, czarem i wartością pozostają wspomnienia.

facebook_page_plugin